Listkiewicz czuje się spełniony jak prezes, sędzia i delegat. Fot. Wajszczak/REPORTER
Na łamach "Magazynu Futbol" Listkiewicz odpowiedział na kilka pytań z serii "co by było gdyby...". Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej przyznał, że w swoim życiu doświadczył odpowiednią ilość przeciętych wstęg i publicznych wystąpień. Jak to sam określił na prezesurę już nie choruje.
Zobacz też: Listkiewicz o Narodowym: Bareja miałby komedię roku
Listkiewicz czuje się spełniony również jako sędzia oraz delegat FIFA i UEFA. Do tego stopnia, że zamiast wyjazdu na finał Ligi Mistrzów czy finał mistrzostw świata woli...
Jak mam wybór, to proszę, żeby mnie wysyłano na mecze juniorów, na jakieś turnieje do Azerbejdżanu, Mołdawii, gdzie człowiek wraca do korzeni, poznaje zupełnie nowych ludzi, ktoś mnie słucha, ktoś stara się czegoś ode mnie dowiedzieć. I to moje doświadczenie na coś się przydaje. W tym się teraz wyżywam.
Podobnie jest w Polsce. Listkiewicza bardziej cieszą wyjazdy na mecze w Stróżach czy Niecieczy niż potyczki Wisły czy Lecha.
Nie jeżdżę na ekstraklasę i zupełnie mi tego nie brakuje.
Zobacz też: Były prezes PZPN: Wracamy do średniowiecza. Co z Euro?
Coś nam się wydaję, że wśród obecnych działaczy PZPN tego typu podejście zbyt wielu zwolenników nie ma. Prawda?

Zamierzają wprowadzić ACTA potajemnie 



























